Rozdział drugi, werset osiemnasty.
Bywają dni, że nie wiem co myśleć o wierze, którą sam wyznaję. I już nie chodzi mi o meandry katolicyzmu. Kontrowersyjna gmatwanina Tradycji Chrześcijańskiej nie raz dała mi powodu do niespania. Ale weźmy choćby Biblię, a dokładniej Stary Testament, który jest świętą księga Chrześcijan i Żydów. W Księdze Rodzaju, który jest dziennikiem Pana Boga z czasów gdy powoływał planetę, atmosferę, zwierzęta i ludzi do istnienia. Nie powiem, że ludzi powołał do życia, bo co to za życie kiedy nie zna się zła (a mimo tego zło się czyni). No ale zostawmy to. Nie jestem biblistą czy teologiem, czy nawet prostym diakonem, żeby oceniać logikę Starego Testamentu. Chciałbym się jedynie skupić na prostych słowach, które Pan Bóg powiedział do Adama, pierwszego człowieka na Ziemi. Chodzi o te słowa:
"Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»."
Jako człowiek o mentalności chrześcijańskiej wiodący żywot z osobą, którą kocha ponad wszystko, nie mogę się zgodzić z tym zdaniem. Uważam, że jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Jestem pewien, że któryś z tłumaczy popełnił błąd a oryginał słów, które wypowiedział Pan Bóg brzmiały mniej bądź więcej tak:
"Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię Cię zatem odpowiednią dla kobiety pomocą».
Czyż teraz te słowa nie są o wiele piękniejsze? Wierzę, że zostałem powołany (a może sam się powołałem, a może i jedno i drugie - nie wiem) do życia z mą Oblubienicą, której dotrzymam towarzystwa póki nie nadejdzie dzień, w którym wreszcie będę (bądź nie będę) miał sposobność zapytania jak brzmiały naprawdę te słowa i czy aby na pewno wypowiedział je Wszechwiedzący. Ale czy Wszechwiędzący do końca czy tylko w ramach swojego własnego, tzw. Planu Bożego, czyli nie wszech, a prawie wszech. Ale jak to brzmi? O Prawieszechwiedzący ofiarowałeś nam dar Wolnej Woli, z którym walczymy od tysięcy lat próbując stwierdzić czy jesteśmy istotami deterministycznymi czy nie. Nie wiem nawet jak Boga nazywać, bo przecież swojego imienia używać nam zabronił. Chociaż z drugiej strony - wystawiać na pokaz swoje podobizny też zabronił, a Chrześcijanienie nie stronią od tego grzechu.
Czy mi się wydaję czy od literatury teologicznej traci się wiarę? Może traci się wiarę naiwną ale nie wszyscy przekładają ją na dystans do świętości by otrzymać wiarę dojrzałą. A czy natomiast od literatury filozoficznej, która przecież podejmuje te same tematy ale w świecki sposób, w ogóle dostaje się pierdolca? Czy dystans do wszystkiego, powątpiewanie we wszystko, błądzenie od większego urojenia do mniejszego urojenia jest naszym przeznaczeniem by móc żyć spokojnie i rozsądnie?
Nie mogę uzyskać pełnie łaski i uwierzyć tak jak Pan Bóg przykazał, bo nie lubię mitologii - chrześcijańskiej także. Nie lubię Hierarchii Kościelnej. Nie lubię mieszania polityki, wiary i instytucjonalnego Kościoła. Nie lubię pozycji kleryków w państwie. Nie lubię instrumentalizacji religii do celów politycznych. Nie lubie historii Kościoła poza kilkoma wyjątkami. Nie lubię zakłamania. Nie lubię, nie lubię, nie lubię!
"Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»."
Jako człowiek o mentalności chrześcijańskiej wiodący żywot z osobą, którą kocha ponad wszystko, nie mogę się zgodzić z tym zdaniem. Uważam, że jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Jestem pewien, że któryś z tłumaczy popełnił błąd a oryginał słów, które wypowiedział Pan Bóg brzmiały mniej bądź więcej tak:
"Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię Cię zatem odpowiednią dla kobiety pomocą».
Czyż teraz te słowa nie są o wiele piękniejsze? Wierzę, że zostałem powołany (a może sam się powołałem, a może i jedno i drugie - nie wiem) do życia z mą Oblubienicą, której dotrzymam towarzystwa póki nie nadejdzie dzień, w którym wreszcie będę (bądź nie będę) miał sposobność zapytania jak brzmiały naprawdę te słowa i czy aby na pewno wypowiedział je Wszechwiedzący. Ale czy Wszechwiędzący do końca czy tylko w ramach swojego własnego, tzw. Planu Bożego, czyli nie wszech, a prawie wszech. Ale jak to brzmi? O Prawieszechwiedzący ofiarowałeś nam dar Wolnej Woli, z którym walczymy od tysięcy lat próbując stwierdzić czy jesteśmy istotami deterministycznymi czy nie. Nie wiem nawet jak Boga nazywać, bo przecież swojego imienia używać nam zabronił. Chociaż z drugiej strony - wystawiać na pokaz swoje podobizny też zabronił, a Chrześcijanienie nie stronią od tego grzechu.
Czy mi się wydaję czy od literatury teologicznej traci się wiarę? Może traci się wiarę naiwną ale nie wszyscy przekładają ją na dystans do świętości by otrzymać wiarę dojrzałą. A czy natomiast od literatury filozoficznej, która przecież podejmuje te same tematy ale w świecki sposób, w ogóle dostaje się pierdolca? Czy dystans do wszystkiego, powątpiewanie we wszystko, błądzenie od większego urojenia do mniejszego urojenia jest naszym przeznaczeniem by móc żyć spokojnie i rozsądnie?
Nie mogę uzyskać pełnie łaski i uwierzyć tak jak Pan Bóg przykazał, bo nie lubię mitologii - chrześcijańskiej także. Nie lubię Hierarchii Kościelnej. Nie lubię mieszania polityki, wiary i instytucjonalnego Kościoła. Nie lubię pozycji kleryków w państwie. Nie lubię instrumentalizacji religii do celów politycznych. Nie lubie historii Kościoła poza kilkoma wyjątkami. Nie lubię zakłamania. Nie lubię, nie lubię, nie lubię!
